Rajstopy w kratkę

Rajstopy w kratkę . . .

W kropki, w paski, w kwiaty . . . Ogólnie rzecz ujmując, rajstopy wzorzyste. Najpierw ich bardzo poszukuję, a gdy znajdę, wychodzę ze sklepu z gładkim modelem. Prawda? Wierz mi, że niechętnie to przyznam, ale faktycznie tak mi się zdarza. Wiem też, że moje znajome mają tak samo. Kiedyś próbowałam dotrzeć do sedna, dlaczego tak się dzieje. Wyszło mi kilka przyczyn, ale dwie podstawowe to:

1. wzór nie do końca odpowiada moim wyobrażeniom

2. przy wyborze stwierdzam, że będzie zbyt odważnie i poprzestaję na bezpiecznej „gładkości”.

Wybór wzorzystych rajstop to wielka, niespełniona nadzieja. Bo zobaczę gdzieś, na kimś, świetne rajstopy w kratkę. Chcę od razu takie same. No i mamy za sekundę schody… Najpierw trzeba znaleźć rajstopy właśnie z takim ornamentem, co nie jest wcale proste, oj nie jest… Gdy już uda się je zlokalizować, szukam odpowiedniego koloru, a następnie trzymam mocno kciuki, aby znalazły się w moim rozmiarze. Gdy teoretycznie wszystkie konieczne wytyczne zostają spełnione, przychodzi chwila namysłu. Wtedy często cały plan lega w gruzach. Zaczynam serio wyobrażać sobie siebie w rajstopach w kratkę, nagle moje łydki „puchną”, nogi się „skracają”, a stylizacja wygląda, jak na dziecięcy piknik z przebierankami.

Zdaję sobie sprawę, że autokrytycyzm jest dobrym odruchem, jednak zbyt daleko posunięty rujnuje radość z zabawy modą i tworzenia ciekawych, niebanalnych stylizacji. Wtrąca nas w wielki kocioł pospolitości, może i eleganckiej, może i „z klasą”, ale niczym szczególnym się nie wyróżniającej. Rzeczywiście są dni, kiedy chcę się zamaskować, schować i w ogóle nie rzucać nikomu w oczy. To zaraz widać po ubiorze, staje się on prosty, zgaszony, wręcz niezauważalny. Nie powiem, że coś w tym złego. Minimalizm może być równie inspirujący, co kolorowy zawrót głowy.

Jednak do wszystkiego powinno się podchodzić z sercem, wyczuciem, a przede wszystkim z całą sobą. Ubiór (w tym oczywiście rajstopy) winny nas eksponować, pokazywać, jaka jestem naprawdę. Nie ma być przebraniem, ma być ubraniem, w którym czuję, że żyję, że to właśnie ja. Przecież o wiele fajniej oglądać kolorowy tłum na słonecznych deptakach niż wielką szarość sunącą z miejsca A do miejsca B.

Dlaczego więc jest taka ucieczka od oryginalności? Od zabawy modą? Od inności? Łączenia energetycznych kolorów? Mieszania wzorów? Myślę, że wynika to poniekąd jeszcze z naszej mentalności, że wypada, że trzeba się dostosować do otoczenia i nie wychylać za bardzo.
Sama doświadczyłam takiego uczucia, gdy na jednym z, tzw. biznesowych spotkań jako jedyna miałam jasny, zielony żakiet wśród osób w czerni, szarościach i granatach. Co znamienne, w oczach prowadzącego owo spotkanie, byłam pierwszą osobą do wypowiedzenia opinii. Po prostu stałam się zauważalna, przyciągnęłam wzrok, a co za tym idzie, uwagę. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że właśnie tak powinno być. Chcę, aby świat mnie widział, żeby zależało innym na moim zdaniu, żeby to, co robię stawało się inspiracją dla innych osób.

Uwielbiam, jak na sesjach fotograficznych pojawia się dziewczyna, kobieta w „zwyczajnym” stroju i klasycznym makijażu (lub nawet bez). W trakcie rozmowy dochodzimy razem do tego, co  lubi, jak chciałaby wyglądać i co jest jej mocną stroną. Staram się jej nie przebierać, ale ubrać w „jej klimat”, zrobić nieco mocniejszy makijaż (gdyż takie są wymogi studio fotograficznego). Chcę, aby mogła ten styl przenieść bez obaw do swego codziennego życia, zobaczyć, że właśnie to jest Ona. Małym wysiłkiem, lekką zmianą w makijażu i odrobiną biżuterii może wydobyć i pokazać na zewnątrz swoją pasję, sposób bycia i piękno. Zresztą sama możesz się przekonać oglądając kilka zajawek z mojej stylizacyjnej pasji.
Zajrzyj na stronę jgfotografia.pl , na której zobaczysz też świetną fotografię portretową

Widzisz, jak sposobem ubierania można zmieniać swoje życie.
Brzmi to może patetycznie, może lekko niedorzecznie, jednak jest w tym sporo prawdy. Zgodnie ze starym przysłowiem „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”.

Także warto otworzyć się na tytułowe „rajstopy w kratkę”. Bo jak nie teraz, to kiedy ? 😉